Piknik niepodległościowy, polonijna majówka

Pierwsze skojarzenie dzieci z Oguliem jest jasne: Dom bajek i Ivana Brlić Mazuranić. O tym za chwilę. Kolejne: góry i zapierająca z każdym krokiem przyroda są może mniej oczywiste, ale równie ważne dla miejsca, które stało się celem tegorocznej Majówki i Pikniku niepodległościowego zrealizowanego w ramach projektu „Niepodległa” przezSzkołę Polską w Zagrzebiu. 

Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że tylko najodważniejsi zdecydowali się wziąć udział w majowej, choć prawie jesiennej wycieczce do Ogulina i Bijelolasicy. Chyba zahartowała nas niezmiennie niska temperatura, która od kilku tygodni zadomowiła się w Europie na dobre. W trakcie niewiele ponad godzinnej jazdy autobusem mogliśmy poznać najważniejsze informacje na temat miejsca naszej wyprawy, było trochę historii, legend (o które zadbała pani Ivana) i niekończąca się zieleń za oknami naszego autobusu. 

Dowiedzieliśmy się, że Ogulin jest położony w północno-zachodniej części Chorwacji, w województwie, jeśli możemy to tak przetłumaczyć karlowackim, u podnóża góry Klek, mniej więcej w połowie drogi między Zagrzebiem a Rijeką. Miasto ograniczają od wschodu słynne Plitwickie jezioraod zachodu Gorski Kota, a od południowego zachodu Adriatyk. Miasto wygląda naprawdę jak z bajki, z rwącą po niedawnych dużych opadach deszczu rzeką Dobrą  i z tajemniczą jaskinią krasową Dżulin ponor, jedną z wielu, jakie można znaleźć w tych okolicach.

W takim otoczeniu pisała najsłynniejsza chyba chorwacka pisarka dla dzieci Ivana Brlić Mazuranić. Nic dziwnego, że tak chętnie płynęły spod jej póra opowieści o czarodziejach, dziwnych krainach i cudacznych stworach, które do dziś są chętnie czytane nie tylko przez chorwackie dzieci. Na ile znamy ich treść mogliśmy się przekonać w Domu Bajki, poświęconym właśnie twórczości chorwackiej pisarki. Swietnie zorganizowane multimedialne muzeum okazało się ciekawą propozycją nie tylko dla dzieci. Po ciemnych pomieszczeniach domu oprowadzała nas sama Ivana, dzięki której wszyscy mogliśmy na chwilę wrócić do naszych marzeń, porozmawiać z czarodziejskim lustrem, a nawet poznać moc, jaką moglibyśmy się posługiwać, gdyby naszym prawdziwym światem był świat bajek. (Mnie przypadała rola pomocy kuchennej strasznej czarownicy!) Przez cały czas prowadziły nas zagadki i bajki oraz tajemnicze oczy, które mrugały do nas przyjaźnie ze ścian muzeum. 

Pierwszym skojarzenie z Bijelolasicą, kolejnym miejscem naszej wycieczki jest... błoto, ale mam nadzieję, że mimo wszystko zwyciężyło to, z powodu którego postanowiliśmy się wybrać na nasz piknik: 100 lat niepodległości Polski. Nasi gospodarze, przygotowani na niesprzyjające okoliczności pogodowe, zwracali uwagę tylko na to czy mamy pełne talerze. Było smacznie, a obiad wcale nas nie rozleniwił, wręcz przeciwnie. Po obiedzie ruszyły warsztaty niepodległościowepodczas których wielu z nas znowu mogło poczuć się jak kiedyś. Jak na piknik niepodległościowy przystało, były balony, quiz na temat Polski (pani Ivana i pani Małgosia), torby i poszewki do wymalowania najcudowniejszych wzorów ludowych, o które zadbały panie Kasia i Iza. Jedno wiemy na pewno. Choć padał deszcz, nie było nudno. Było bajecznie, kolorowo, mokro, pysznie i po polsku

 

B.A